Mocak_mobile_icon
Aplikacja mobilna
Zaplanuj wizytę w muzeum, sprawdź aktualne wydarzenia oraz zwiedzaj wystawy z mobilnym przewodnikiem.
Pobierz Zamknij
Languages

Zbrodnia w komiksie. Krótka historia cenzury Kamila Kowerska

Ciemna strona ludzkiej natury od zawsze była przedmiotem fascynacji kolejnych pokoleń, a mrożące krew w żyłach historie zazwyczaj zapewniają kasowy sukces produkowanym na ich podstawie filmom sensacyjnym, thrillerom i horrorom. Powieść kryminalna to bodajże najpoczytniejszy gatunek literacki, a jej autorzy prześcigają się w kreowaniu postaci o coraz bardziej złożonych biografiach i umysłach, w których rodzą się chore wizje przestępstw. Zbrodnią interesują się również twórcy komiksowi. W dzisiejszych czasach problem cenzury obyczajowej nie dotyka ich dość alternatywnego świata, jednak swoboda tworzenia nie zawsze była przywilejem tego środowiska.

W pierwszych dwóch dekadach XX wieku komiks przybierał głównie formę kilkuplanszowych rysunków satyrycznych i rozrywkowych. Nie zmienia to jednak faktu, iż mimo lekkiej tematyki, zarówno w Ameryce, jak i w Europie, ich forma zdążyła wzbudzić kontrowersje i znaleźć zagorzałych przeciwników. Komiksowi zarzucano demoralizację, infantylność podejmowanych tematów, próbowano kwestionować sens tworzenia ilustracji, szczególnie tych ukazujących się w niedzielnych wydaniach poczytnych gazet. Mimo iż komiks od początku miał swoich ­zdeklarowanych oponentów, nie przeszkodziło to jego rozwojowi i powstaniu odrębnego gatunku, który popularnością zaskoczył nawet jego twórców – mowa o komiksie przygodowym.

Co ciekawe, za pierwszą postać superbohatera uważa się dziś Popeye’a, marynarza o równie wielkim sercu, co porywczej naturze. Stworzony w 1929 roku przez Elziego Crislera Segara bohater regularnie stosował rozwiązania siłowe wobec swoich rywali (którymi byli zarówno drobni przestępcy, konkurenci do ręki jego ukochanej Olive Oyl, jak i rzesze mrówek), a nadludzkiej siły dodawał mu jedzony w ogromnych ilościach szpinak. Mimo iż postać umięśnionego marynarza z charakterystyczną wadą wymowy na stałe wpisała się w popkulturę, dziś raczej kojarzona jest z przystępnym sposobem na przekonanie dziecka do zjedzenia zielonkawej brei niż z superbohaterem ratującym Ziemię z opresji. Tak naprawdę komiks od początku lat 20. XX wieku miał większe ambicje – chciał pozyskać dojrzałego, wymagającego odbiorcę. Pierwsze krótkie historie superbohaterskie zaczęły pojawiać się w prasie codziennej jeszcze przed I wojną światową. Niestabilna sytuacja polityczna, eskalacja konfliktów i wahające się nastroje społeczne sprawiły, iż ludzie chętnie sięgali po historie, których bohaterowie posiadają nadprzyrodzone zdolności, poświęcają swoje ­życie w imię walki o pokonanie zła i poprawę jakości życia zwykłych obywateli. Wraz z popularyzacją tej formy zwiększyły się także wymagania odbiorców co do jakości jej warstwy graficznej. Styl, w którym tworzone były rysunki, stał się bardziej realistyczny, a twórcy większą uwagę zaczęli zwracać na detale.

Prawdziwy boom na superbohaterów wybuchł na początku lat 40. XX wieku. Skierowane do młodego czytelnika komiksy obfitowały jednak także w treści o charakterze polityczno-społecznym. Wykreowany w 1938 roku przez duet Siegel i Shuster Superman miał wszystkie niezbędne cechy, by stać się bohaterem Ameryki – umiejętność widzenia przez ściany, podnoszenia arcyciężkich przedmiotów, latania z prędkością pocisku. Dziś w jego postaci doszukiwać się można inspiracji biblijnych i mitologicznych – Superman to swoista niepokonana hybryda Samsona, Herkulesa i Jezusa – na ziemię został on zesłany przez swojego ojca, aby za pomocą nadprzyrodzonych umiejętności pomagać ludziom. Jak podaje Roger Sabin w swojej książce Comics, Comix and Graphic Novels, na samym początku swojego istnienia Superman był również narzędziem politycznej propagandy Franklina Delano Roosevelta i jego nowego ładu. Superbohater stał się prawdziwym stróżem porządku, a jego przeciwnikami byli głównie pijacy, hazardziści, mężczyźni stosujący przemoc domową czy pracodawcy wykorzystujący swoich podwładnych. Gdy rozpoczęła się zimna wojna, Superman stał się niepokonanym bohaterem walczącym ze złem w imię prawdy i sprawiedliwości. Co ciekawe, w ówczes­nych komiksach znalazło swoje odzwierciedlenie to, co najbardziej niepokoiło społeczeństwo – kiedy obawiano się ataków z użyciem bomby atomowej, na kartach albumów komiksowych pojawiały się sceny licznych wybuchów. Rosnąca popularność Supermana sprawiła, że świat szybko doczekał się kolejnych bohaterów o nadludzkich siłach – w ciągu kilku lat wykreowane zostały postaci Batmana, Kapitana Ameryki czy Wonder Woman.

Tuż po II wojnie światowej w związku z tymczasową stabilizacją sytuacji politycznej zmieniają się także oczekiwania czytelników wobec popularnych już wtedy komiksów. Zagłada świata nie jest już realną wizją, a broń masowego rażenia nie stanowi uniwersalnego środka do wzbudzania grozy. Oczekiwania czytelników idą w stronę wprowadzenia elementu ­strachu na ich własne podwórko, do codzienności, w sytuacje z życia wzięte – prawdziwy niepokój wzbudzać ma psychopatyczny sąsiad, a nie starannie przygotowana przez wrogie wojska broń biologiczna. Rosnącym wymaganiom wychodzą naprzeciw dwa popularne w tamtym czasie wydawnictwa – Lev Gleason Publications i EC Comics. Pierwsze z nich zadebiutowało na rynku w 1944 roku bestsellerowym tytułem „Crime Does Not Pay”, który w szczytowych momentach swojej popularności osiągał nakład sześciu milionów sprzedanych egzemplarzy. Siłą napędową tego sukcesu byli bohaterowie tych komiksów oraz ich historie. Twórcy serii czerpali inspiracje bezpośrednio z policyjnych kartotek i opisywali faktyczne przestępstwa. W historii komiksu tytuł ten zapisał się jednak głównie ze względu na krwawe detale rysunków, głęboko zapadające w pamięć przez wysoki poziom ich wykonania. Fakt, iż poszczególne wydania obfitowały również w przedstawienia brutalnego seksu, nadużywania narkotyków i przemocy, tylko pomagał w ich sprzedaży. Z kolei nakładem EC Comics w latach 1950–1955 ukazało się 27 numerów „Crime SuspenStories” – ociekającego krwią magazynu inspirowanego między innymi filmami noir i popularnymi kryminałami. Autorzy wspomnianych tytułów, chcąc sprostać wymaganiom lawinowo rosnącej liczby fanów, prześcigali się w kreowaniu coraz bardziej złożonych i brutalnych postaci. Okładki tytułów przykuwały wzrok wyjątkowo bestialskimi scenami mordów i niepozostawiającymi wątpliwości co do swej brutalności przedstawieniami zbrodni. W historii komiksu szczególnie zapisała się okładka 22. numeru „Crime SuspenStories”, gdzie obok plastycznie przedstawionej dekapitacji na pierwszym planie pojawia się również zakrwawione narzędzie zbrodni – rzeźniczy tasak. Nieuniknione było zatem wyłonienie się grupy zaciekłych przeciwników tego typu komiksów. Na jej czele stanął psychiatra Fredric Wertham, którego postulaty przeciwko sztuce komiksu zebrane zostały w publikacji Seduction of the Innocent. Wertham sprzeciwiał się komiksowi jako takiemu, jednak skoncentrował się przede wszystkim na wspomnianych wcześ­niej tytułach i całej dziedzinie crime comics. Pośród jego argumentów znalazły się twierdzenia, iż plastyczne wizerunki zbrodni zakłócać mogą spokojny sen dzieci i są odpowiedzialne za wzrost przestępczości wśród ­młodych ludzi. Zdaniem Werthama prowadzić mogą one do chęci naśladowania przestępców i prób samodzielnego stosowania brutalnych metod przedstawianych w komiksach.

Negatywne nastawienie do komiksów popierane przez środowiska naukowe, z Werthamem na czele, znalazło licznych zwolenników, szczególnie wśród przerażonych potencjalną demoralizacją swoich dzieci przedstawicieli klas średnich. Pokłosiem antykomiksowej propagandy stał się przyjęty w 1954 roku Kodeks komiksowy (­Comics Code). Dla uzyskania aprobaty i certyfikatu ­Comics Magazine Association of America dany tytuł musiał odtąd spełniać szereg wymagań, które odnosiły się w szczególności do prezentowania drastycznych treści. Oczywiście na rynku ciągle pojawiały się komiksy o brutalnej tematyce, jednak brak certyfikatu dyskwalifikował je z szerokiej dystrybucji, niejednokrotnie prowadząc do upadku wydawnictwa. Mimo iż wprowadzenie Kodeksu w dużej mierze ograniczyło kreatywność i wolność tworzenia ówczesnych rysowników i scenarzystów, z perspektywy czasu można ocenić, że nie wpłynął on znacząco na zahamowanie rozwoju dziedziny. Mimo iż wielu wydawców dość boleśnie odczuło stosowaną cenzurę, większość postanowiła dostosować się do stawianych przed nimi ograniczeń i udowodniła, że nie muszą one wpływać na wysokość sprzedaży. Najlepszym przykładem na pozytywne wykorzystanie ograniczeń Kodeksu mogą być pozycje klasycznych już, a zarazem prężnie działających do dzisiaj wydawnictw – Marvel i DC Comics. Po okresie fascynacji komiksami gore do łaski wrócili superbohaterowie – zarówno ci dobrze znani i lubiani, jak i zupełnie nowe postacie o niespotykanych dotąd supersiłach. Nastał kres złotej ery crime comics.

Restrykcyjny Kodeks nie zachęcał do podejmowania ryzyka, a konieczność planowania pracy rysowników, tak aby ich dzieła nie łamały jego zapisów, stanowiła siłę zabijającą kreatywność i wolność tworzenia. Blisko 11 lat musiało minąć, zanim kwestia ociekających krwią komiksów znalazła się ponownie w kręgu zainteresowań wydawców. Impas ten, zdecydowanym i odważnym ruchem, przerwało w 1964 roku nowojorskie wydawnictwo Warren, wypuszczając na rynek magazyn „Creepy”. Jego znakiem rozpoznawczym stała się fikcyjna postać, Uncle Creepy, która wprowadza czytelnika w każdą z historii opowiadanych w numerze. Zatrudniając szereg rysowników związanych wcześniej z tytułami „Crime Does Not Pay” czy „Crime SuspenStories”, pismo zapewniło sobie zainteresowanie dojrzałych już czytelników, z sentymentem wspominających niedostępne teraz na rynku wydania sprzed ponad dekady. Śmiała decyzja wydawcy nie oznaczała jednak, iż Kodeks komiksowy został zniesiony, a przed rysownikami otworzyły się nowe możliwości pozwalające puścić wodze fantazji w zakresie ukazywania zbrodni i przestępstw. Mimo iż w rzeczywistości w zakresie regulacji prawnych nie nastąpiła żadna zmiana, to wydawnictwo Warren odkryło w Comics Code pewną lukę, która przez długi czas pozostawała niewykorzystana. Ograniczenia Kodeksu odnosiły się bowiem do publikacji książkowych, trafiających do szerokiej dystrybucji księgarskiej, a nie prasowej. W związku z tym „Creepy” zadebiutował na rynku jako czasopismo ukazujące się w dwumiesięcznym cyklu.

Powrót do tradycji komiksowych sprzed kilkunastu lat wywołał ogromne poruszenie wśród czytelników, które Russ Jones, pomysłodawca wskrzeszenia tej dziedziny komiksu, nie tylko przyjął z pokorą, ale przekuł w jeszcze większy sukces. Zachęcony dużą popularnością magazynu „Creepy”, w rok po ukazaniu się jego pierwszego numeru wypuścił na rynek kolejny tytuł – „Eerie”, który swoją formą przypominał czytelnikom pozycje wychodzące spod maszyn drukarskich w najlepszych latach EC Comics i Lev Gleason Publications. Na fali popularności dwóch wspomnianych pozycji Warrena w 1969 roku w kioskach pojawił się siostrzany, trzeci już tytuł z logo tego wydawnictwa – „Vampirella” – seria o przygodach ponętnej wampirzycy, będącej równocześnie narratorką tych historii, w których nie pojawiała się jako superbohaterka.

Zmierzch wydawnictwa Warren w 1983 roku nie spowodował większego zachwiania się rynku komiksów zaliczanych do crime comics, bowiem już wtedy silną pozycję zaczynały zaznaczać powieści graficzne powstałe na Starym Kontynencie, a także w Azji. Kolejne lata przyniosły już tylko większą swobodę w wyrażaniu myśli, pisaniu scenariuszy i, wreszcie, w ilustrowaniu historii. Mimo iż najważniejsze amerykańskie wydawnictwa komiksowe, takie jak Marvel czy DC, ze stosowania Kodeksu wycofały się dopiero w latach 2000., powstałe w połowie ubiegłego stulecia zapisy czytamy dziś z niedowierzaniem i uśmiechem.

 

Kamila Kowerska (ur. 1987) – absolwentka historii i zarządzania kulturą Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kierownik MOCAK Bookstore. Współpracuje między innymi z magazynem „Trendy Kultury” i portalem stylemiasta.pl.

Przecena!

MOCAK Forum 1/2014 [8]

9,00 zł 5,00 zł
Dodaj